Bunt.

Słabo ze mną ostatnio, brak weny do pisania i brak tematów.

Dodatkowo nowe projekty, wyzwania, cele plus piękna pogoda i przy tym mega bunt, który przechodzi moja córa doprowadził do totalnego wyczerpania.

Zaczęłam tracić grunt pod nogami.

Buntowniczy okres mojego dziecka spędzał mi sen z powiek i szczerze wszystko inne przestało się liczyć. Nie jest to jej pierwszy bunt i zapewne nie ostatni, ale tym razem już przeszła samą siebie. Zmusiło mnie to dużej konsekwencji i generalnie był to ciężki czas w Naszej relacji. Nie było chyba dnia który nie kończyłby się płaczem.

W mojej głowie znów kłębiło się tysiąc myśli, że zawiodłam jako matka, że nie potrafię poradzić sobie z własnym dzieckiem, że coś poszło nie tak, że gdzieś poległam. Dodatkowo jeszcze dochodziło nakręcanie samej siebie ze jestem znów z tym wszystkim sama.

Ciężko o jakikolwiek optymizm i spokojną głowę w takich momentach. Nawet jeśli pozytywne nastawienie pojawiało się każdego poranka, to bardzo szybko „czar pryskał”. Mimo to każdego wieczoru starałam się poukładać własne myśli, przeanalizować co zrobić by to przetrwać i kończyłam z nadzieją, że w końcu ten okres minie.

Znacie to uczucie kiedy nie poznajecie własnego dziecka i czujecie się całkowicie bezradne? Zapewne nie jestem odosobniona w tych odczuciach, ale naprawdę ciężko było mi to przetrwać.

Czasami przez to, że wszystkie problemy i obowiązki spoczywają na Nas jako na matkach, zapominamy o szczęściu w trakcie przygody jakim jest macierzyństwo, a czas tak szybko ucieka, dzieci tak szybko rosną. Dzisiejsze problemy już za kilka miesięcy nie będą miały jakiegokolwiek znaczenia. Nasze dzieci tylko raz mają pół roku, rok, 2, 3 itd. a my wciąż zbyt mało doceniamy etapy jego rozwoju, bo skupiamy się na problemach zamiast na rozwiązaniach. Bo nie doceniamy danego Nam czasu i jest to całkiem zrozumiałe. Bo jak można się czymkolwiek cieszyć skoro dziecku ewidentnie nic nie pasuje?

Z racji moich przemyśleń przypomniał mi się tekst, który napisałam w listopadzie 2016 roku na pewnym forum dla mam:

„Chciałam się z Wami czymś podzielić taką refleksją która mnie naszła. Dzień jak co dzień rano ubieranie pośpiech z wózkiem, żeby zdarzyć do pracy, potem pełno pracy napięcie stres. Powrót do domu zimno targa w domu urywają się telefony, ciągle ktoś coś chce wiszę na telefonie i latam za córką, która dzisiaj ewidentnie ma gorszy dzień, chyba idzie kolejny ząb, co chwile płacz wariacja. Nadchodzi wieczór kąpiel w wanience i szykowanie do spania nie może zasnąć bo ją boli… w końcu się udaje zasypia. Leżę chwilę razem z nią, czekam aż głęboko zaśnie. Po 20 minutach w końcu postanawiam wstać i się wykąpać. Tak o tym marzyłam po całym ciężkim dniu, jedyne czego pragnę to zanurzyć się w wannie. I co wchodzę ledwo siadam gorąca woda się leje błogo się robi, a tu nagle płacz dobiegający z pokoju… mała przylatuje do mnie zapłakana. Oczy czerwone osmarkana cała. Płacze tak przeraźliwie, że biorę szybki prysznic żeby jak najszybciej zabrać ją do łóżka. Jestem zmęczona, smutna i zła, że nawet takie małe marzenie jak kąpiel nie może się spełnić. I myślę sobie wtedy, że takie momenty są najgorsze w samotnym macierzyństwie i że nie mam nawet chwili dla siebie. Kładę ją tule… w końcu zasypia. I nagle moja bezsilność zmienia się w coś zupełnie innego. Dociera do mnie nagle jakie mam szczęście że jestem jej tak potrzebna. Że beze mnie nie wróci do łóżka i nie zaśnie. Za parę lat całkiem niedługo wezmę sobie spokojna kąpiel, nikt mi nie będzie płakał nad uchem i będzie pusto, tak przeraźliwie pusto. Nikt mnie nie będzie potrzebował. Dlatego mimo wszystkich przeciwności dziewczyny cieszmy się z tego co jest tu i teraz, bo nigdy nie wróci. Pozdrawiam ”

Od tamtego postu minęło półtorej roku i powiem Wam, rzeczywiście już nikt nie płacze jak pójdę się kąpać. Ewentualnie przyjdzie i będzie się na mnie patrzyć i zagadywać. Na cisze, co prawda też nie ma co liczyć, ale to prawda czas ucieka.

I jak myślicie pamiętam jej humorki z tamtego dnia? Oczywiście, że nie. Ale pamiętam za to wszystkie piękne chwile razem spędzone. Tysiące wspólnych uśmiechów, wygłupów, śpiewu, tańca, przytulania troski i miłości. Tak bardzo się cieszę, że szybko zapomina się o tym co złe to daje nadzieje na to, ze będzie lepiej.

Każdy moment w macierzyństwie jest ciężki i piękny jednocześnie. Trudne dni kiedyś w końcu miną, a dobre wspomnienia zostaną w naszych sercach na zawsze. Dlatego cieszmy się i doceniajmy czas spędzony z Naszymi dziećmi, bo to co jest dzisiaj wydarzy się tylko dzisiaj. A możliwe, że przy kolejnym buncie mojej córki zatęsknię za tym ostatnim. Trudne momenty po prostu trzeba przetrwać i wierzyć, że jest światełko w tunelu i można z niego wyjść.

Miejcie dobry dzień!

3_White_logo_on_color1_241x66

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s